Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Idziemy na grzyby

Idziemy na grzyby
 
 


W puszczy grzyby zbiera się inaczej niż w zwykłym, młodym lesie. Trudno je wypatrzyć w gęstym poszyciu. Ale są prawdziwki, czerwońce, maślaki, rydze. Na drzewach rosną bystraki i pyszne opieńki, o które trzeba rywalizować z… żubrami.

Oj, delektuje się żubr opieńką – śmieje się pani Maria Niczyporuk z Sioło Bud koło Białowieży. – Innego grzyba nie weźmie, a opieńkę kosi jak kosą. Pani Maria opowiada o puszczańskich obyczajach. Grzybów jadano tu więcej niż gdzie indziej, bo poszczono dwa razy w tygodniu – w środę i piątek. Darami lasu zastępowano nie tylko mięso, ale i nabiał, którego w czasie postu także nie tykano. Ludzie zbierali więc grzyby od maja do października. Część zjadali od razu, część solili, kisili, suszyli. Piekło się pasztety, racuchy, dusiło gołąbki z grzybami. Barszcz wigilijny był oczywiście z prawdziwków, bo inne wziąć, to byłaby obraza.

reklama

– Zapachy suszonych smakołyków prowadziły przez wieś – pani Maria wspomina młode lata – szły przez komin, bo szyberki były troszkę uchylone, a chałupy niskie… Człowiek wiedział, co która gospodyni szykuje: tu jabłka, tu gruszki, tam schły borowiki… Przyrządza grzyby tak jak jej babcia. Kurki na przykład podawała z hreczką. – Ale była lepsza niż teraz, zmielona w żarnach. Rzucało się kartofelki pokrojone w słupki na tłuszcz, dodawało kurki, podsypywało kaszą i dusiło. Potem koperek i… – uśmiecha się na samo wspomnienie. – Ten smak mam do dziś na języku. Sezon zaczynały majowe bystraki, pomarańczowe huby rosnące na dębach, i tylko na nich – opowiada pani Maria.

W skansenie Sioło Budy można z nich pokosztować pysznych kotletów. Znajdujemy „bystraki” w atlasie grzybów. Nazwa nie brzmi może specjalnie apetycznie – żółciak siarkowy – ale nawet atlas zapewnia, że młode są smakowite i można z nich robić sznycle, dusić, dodawać do jajecznicy. Trzeba je tylko wcześniej obgotować. O niektórych grzybach rzadko kto poza okolicami Białowieży słyszał. Na przykład o kołpakach czy wyskocniach, które „dosłownie wyskakują” z wilgotnego mchu. Mają blaszki, więc lepiej ich nie ruszać, jeśli ktoś się nie zna. Zbierano saczówki, gromadki, bo rosły łańcuszkami, surojadki, gołąbki, świnki, bo zawsze były utytłane, upiaszczone. Na koniec zostawały rydze i późnojesienne gąski – najlepsze do marynaty i kiszenia.
 

Weranda Country nr 6/2010