Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Kozia połonina

Kozy Zdjęcia: Gutek Zegier  
 
 


Nie potrzebują pięknych opakowań i reklamy. Sery Maryni i Tomka Borysławskich z Antoniowa sprzedają się na pniu. Bo robione są z mleka od szczęśliwych kóz.

Stylową koziarnię widać z daleka. Bajkowy domek w czarno-biały deseń, zwany murem pruskim, pomarańczowa dachówka i drewniany płotek. Miejscowi mówią: Kozi Hilton. Wokół pagórki porośnięte lasem albo łąką z granitowymi ostańcami, do których pasowałyby dzikie kozy i alpejskie szarotki. Do gospodarstwa Maryni i Tomka prowadzi cienka strużka asfaltu. Gdzie nie spojrzeć, panorama Gór Izerskich. Teren Borysławskich to 12,5 ha. Na siedmiu pasą się kozy, a pięć z kawałkiem to pełne ziół łąki – skoszone, posłużą za zimowe menu. Na pastwisku stoją szałasy zbite z desek; zwierzęta mogą schować się tam przed deszczem i wiatrem.

Dwie łaciate młode z szaleństwem w oczach właśnie rozpędzają się i z łoskotem wskakują na pochyłe daszki. – Te budki to nasz autorski pomysł – mówi Tomek. – Młodsze pokolenie zrobiło sobie z nich tor przeszkód. Tłuką się tutaj, przepychają – dla codziennej gimnastyki i ustalenia albo utrwalenia hierarchii w stadzie. Gospodarze z czułością przyglądają się rozbrykanemu stadu. Opowiadają o kozach jak o dzieciach. Pokazują: Aronia, Akacja, Jarzębinka, Funia, Kłopotka, Kozłowska, Kropka, Bieluch... Od białej przez „pieprz z solą”, brązową i łaciatą, po „gładko zaczesane” i kudłate. Powstały z kilku ras: kozy sandomierskiej, saaneńskiej, alpejskiej i turyngswaldzkiej. To dobra mieszanka, odporna na choroby, ale też z „rogatą” naturą, właściwą dla inteligentnych stworzeń. Nawet maluchy biją się i mocują. Muszą trenować, bo o przewodnictwie w stadzie przesądza masa ciała, nieustępliwość, upór, odporność na ciosy.

reklama

Stado liczy 27 sztuk. Najczęściej około 20 kóz daje mleko. Rocznie średnio 6 tysięcy litrów, wszystko dojone ręcznie. Do produkcji serów nie używa się tu środków konserwujących. Wystarcza gruboziarnista sól kamienna. Sery są tak dobre, że nie potrzebują fikuśnych opakowań i reklam. Twaróg izerski pakowany jest w zwykły plastikowy pojemniczek, tak samo jak zgrabne gomółki obsypane pieprzem, majerankiem albo suszoną papryką. Ser typu feta z ziołami i czosnkiem zalewają olejem z pestek winogron i zamykają w wysokim słoiku. Nigdy nie było kłopotów ze sprzedażą.

Popyt rośnie jak trawa

Gmina Stara Kamienica, w której leży Antoniów, szybko się zmienia. To już nie tylko gospodarstwa Zabużan, sprowadzonych na Dolny Śląsk do poniemieckich gospodarstw zaraz po wojnie. Obok rozrasta się osada Holendrów, których przyciągają tutaj góry, cisza i szachulcowo-przysłupowe chałupy, kupowane do niedawna za bezcen, do remontu. Rośnie też fala dezerterów z miast. Nowi mieszkańcy wiedzą, co dobre na wsi. Wychowani na chemii z miejskich supermarketów, mają apetyt na sery, tym bardziej te robione z mleka od szczęśliwych kóz.

Sery kozie są lekkostrawne, zawierają śladowe ilości kazeiny („zapycha” naczynia krwionośne), mają też niską zawartość laktozy, którą metabolizują tylko dzieci. Uważa się, że koza potrafi też „odfiltrować” metale ciężkie, znajdujące się w trawach i wodzie zanieczyszczonego ekosystemu. Marynia i Tomek podkreślają, że na dochód z serów składa się też satysfakcja, że ludzie są szczęśliwi. Sprzedają je bliskim i dalszym znajomym. Ważną figurą odpowiedzialną za dystrybucję jest pani Krysia, właścicielka wiejskiego sklepu w Chromcu. Przyjmuje zamówienia od klientów i przekazuje je przez telefon. To ważna część idei bycia ekologicznym. I kolejna: ser produkowany i sprzedawany lokalnie powoduje, że odpadają koszty transportu.
 

Weranda Country nr 2/2012

Zobacz również: