Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Suwalskie szwajcary

Suwalskie szwajcary Zdjęcia: Michał Mrowiec  
 
 


Życie sera zaczyna się na łąkach i polach – Thomas oprowadza nas po zielonych pastwiskach. Ważny jest też klimat, pogoda. Nasze kozy i krowy mają tu wszystko, co najlepsze. Czystą, soczystą, bujną trawę.

Thomas stawia na kuchni ogromny garnek pełen mleka. – Codziennie robię jeden ser – mówi – czasem dwa. Największy ma 30 centymetrów średnicy. Potrzeba na niego 80 litrów. Nie jest serowarem z dziada pradziada. Studiował filozofię w Zurichu. Tam poznał Claudię. Kiedy jeszcze w Szwajcarii zaczynali wspólne życie, wiedzieli jedno: chcą żyć na wsi, jak najdalej od cywilizacji. Miejsca szukali u siebie, we Francji, we Włoszech. Mieszkali nawet w tipi. Ale dopiero na Suwalszczyźnie znaleźli dobrą ziemię, czyste powietrze i dom.

– Gospodarstwo kupiliśmy w moje 27. urodziny – śmieje się Thomas. 23 hektary nad Czarną Hańczą, obora, stodoła. Troje maleńkich dzieci i dom remontowany własnymi rękami. Od początku było jasne, że gospodarstwo musi być ekologiczne i w miarę możliwości samowystarczalne. Pojawiły się zwierzęta: kozy, świnie, koń do pracy.

– Gdyby nie sąsiedzi, chyba nie dalibyśmy rady – mówią. Pokazali, jak przygotować ziemię pod zasiew, pomogli remontować dom, dali przetwory. Łatwo nie było. Szczególnie zimą, kiedy dzieci do szkoły dowozili saniami, a słupy energetyczne łamały się pod naporem śniegu. Przetrwali w 25-stopniowym mrozie bez prądu. To było wyzwanie. Wtedy właśnie wpadli na pomysł serów.

reklama

– Pierwsze, świeże, z koziego mleka robiłem jeszcze w Szwajcarii. Zdrowe, smaczne, pachnące ziołami – wspomina Thomas. – Ale nie nadają się do przechowywania, nie można ich przesłać pocztą. Trudno z nich utrzymać rodzinę. Co innego dojrzewające. Twarde i półtwarde, wytwarzane tak, jak robią to alpejscy serowarzy.

Żeby powstał dobry żółty ser, bierze się mleko z wieczornego udoju. Musi dojrzeć przez noc, rankiem dolewa się poranne i podgrzewa, by dodać podpuszczkę i specjalnie dobrane kultury bakterii. Świeża, biała mozarella gotowa jest po dniu. No – czasem po dwóch! Lecz sery dojrzewające to całkiem inna sprawa. – Nasze krowy i kozy pasą się tu na czystych łąkach z soczystą trawą – opowiada Thomas. – Ale o smaku decyduje też pora roku, klimat, pogoda… I oczywiście rasa producentek mleka. Swoje podopieczne doi sam. Mleko filtruje i miesza kozie z krowim.

Claudia uprawia spory ogród. – Mam tu niemal wszystko – prowadzi nas przez zielony gąszcz. Moja ulubiona roślina? – zamyśla się na chwilę: – Mam słabość do mięty. To niezwykła, intensywna, amerykańska odmiana! Używa się jej do produkcji… gumy do żucia! Pachnie w całym ogrodzie. Claudia dodaje ją do herbaty. Ma też cukinie, które Thomas uwielbia w każdej postaci, marchew, pory, pietruszkę. W szklarni czerwienią się pomidory i papryki. Uprawiają nawet kukurydzę cukrową, zboża, grykę. – Ziarno wozimy do pobliskiego młyna, żeby mieć własną mąkę.
 

Weranda Country nr 6/2010