Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Ziołowa farma

Ziołowa farma Zdjęcia: Joanna Kossak/www.botanypress.com  
 
 


Franz już przed szóstą biegnie do krów. Martha uwija się w ziołowym ogródku. Zrywa listki trybuli i kwiaty nagietka. Doprawi nimi ser, który sama zrobiła.

Nie wiadomo, kto usypał te kamienie. Może Celtowie? Ale po co, nikt nie potrafi powiedzieć – tłumaczy Franz Prinz, pokazując siedmiometrową piramidę, jedną z atrakcji austriackiego regionu Wienerwald, około 100 km na północ od Wiednia. – Jak by nie było, w tym miejscu jest bardzo dobra energia, udowodnili to naukowcy. Kiedy on zabiera gości na wycieczkę, jego żona Martha szykuje w domu coś równie energetycznego. Ziołowe saszetki, które zawiesi w szafie, ziołowe mydła, ziołowe maści na kaszel i furę pysznego jedzenia – też, rzecz jasna, z ziołami. – To daje jeszcze więcej sił niż ta cała piramida Franza – śmieje się.

Poranek

– W całej okolicy nie ma lepszej gospodyni od Marthy Prinz – mówi właściciel zajazdu z pobliskiego miasteczka Gross Gerungs. Rzeczywiście, od świtu jest na nogach. – Mamy piętnaście krów i świnie, uprawiamy organiczne ziemniaki, zboże. Do tego hoduję zioła – dodaje. Współpracuje też z polskim biurem podróży austria.info i gości w wakacje turystów. – Specjalizujemy się w wyjazdach do gospodarstw ekologicznych. Jedne prowadzą stadniny. Drugie proponują naturalne spa: kąpiele w sianie, maseczki z błota. Jeszcze inne, jak farma Marthy i Franza, pokazują, co można zrobić z ziół – opowiada Ewelina Sztykiel.

reklama

Z gospodarstwa (dwa duże domy – właścicieli i dla gości, stodoła, obora, drewutnia) roztacza się widok na okoliczne wzgórza do złudzenia przypominające Bieszczady. W ogrodzie stoi miniwędzarnia, tuż obok po płocie wspina się chmiel, a wszędzie wałęsają się koty.

– Korzenie rodziny Franza sięgają XVII wieku. Farma przechodziła z ojca na syna. Ale dopiero Franz postawił na ekologiczne rolnictwo. Wokół domu mamy mnóstwo łąk, zastanawiałam się, jak je wykorzystać, i wtedy wpadłam na pomysł z ziołami – opowiada Martha, przygotowując śniadanie: jajecznicę na bekonie, ser własnej roboty, który leżakował w winie i oczywiście z ziołami: szczypiorem, koprem, trybulą i płatkami nagietka.

– Zapisałam się na kurs, obłożyłam książkami. Część ziół uprawiam w ogrodzie, resztę zbieram na łąkach, ale tylko na naszych, bo inne są nawożone – zaznacza i stawia na stole pucharki z naturalnym jogurtem i sok jabłkowy ze szczyptą oregano, nasturcją i bluszczykiem kurdybankiem (podobno Jan Sobieski poił nim swoich żołnierzy pod Wiedniem, by mieli więcej sił do walki).
 

Weranda Country nr 5/2013

Zobacz również: