Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button


Siedlisko u Funta

Siedlisko u Funta Zdjęcia: Jacek Kucharczyk, Stylizacja: Jola Musiałowicz  
 
 

Mila i Irek odmierzają życie rozdziałami. Zamknęli pracowity brytyjski, otworzyli polski – twórczy, leniwy. Siedlisko w górach to ich baza – tu wiodą swoje wiejskie życie, tu wracają z pasjonujących wypadów w świat.
 

Zniszczona chałupa nad strumykiem
 

On zaczynał jako perkusista, potem został fotografem. Teraz jest… – Chyba rolnikiem? – śmieje się, bo sam nie wie, jak to określić. Ale już ma pomysł na najbliższy czas – kowalstwo artystyczne.

Ona, dziennikarka z wykształcenia, zajęła się – z konieczności, jak podkreśla – fotografią, ale przyznaje, że kiedy tylko nadarzyła się okazja, rzuciła ją na rzecz malarstwa. – Cóż, fotografia była pracą, a malarstwo to pasja. Sześć lat temu zaczęła studiować sztuki piękne w Anglii. Ale nie koniec na tym, bo choć bez żalu zamieniła aparat na sztalugę, a apartament w dawnej stodole zamierza przerobić na pracownię (jest tam najlepsze światło w całym siedlisku), to ostatnie lato poświęciła… ceramice.

reklama

Po ponad 20 latach emigracji postanowili wrócić. Wprawdzie tylko połowicznie – bo część roku wciąż spędzają w Anglii – i nie całkiem do miejsca, z którego wyruszyli (bo do Poznania, skąd pochodzi Mila, mają pięć godzin drogi), ale jednak do polskich krajobrazów. A że najbardziej kochają góry, trafili na południe. Marzyli o białym domu przy drodze, w którym przez jakiś czas mieszkał mały Irek z rodzicami. Domek stał przed znajomą leśniczówką, nocowali w niej kiedyś jeszcze jako narzeczeni. Ale na tę samą zagrodę miał ochotę ktoś inny i, niestety, wygrał.

Kupili więc zniszczoną chałupę nad strumykiem, pełniącym funkcję okolicznego śmietnika. Z Irka śmiała się cała wieś, ale z czasem śmiechy umilkły, bo dom nabrał „światowego” wyglądu, wokół wyrósł zgrabny murek z kamieni, ściany oblekły się winoroślą, a strumień przejrzał. Ciągnęło ich jednak w górę. Kilkaset metrów nad nimi było kolejne siedlisko do kupienia. Z na wpół zrujnowaną stodółką, starym sadem i pasieką. Nie spieszyli się z remontem, mieli przecież gdzie mieszkać. Irek zlecał kolejne etapy robót i wyjeżdżał do Londynu. Wreszcie się wprowadzili.

Weranda Country nr 6/2010

Zobacz również: