[ x ]

Nowe zasady dotyczące cookies:

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookie. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Tutaj dowiesz się, jak to zrobić. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookie oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies.

Czas tylko dla siebie

Jeszcze trzy lata temu Eva i Arild mieli dobrą pracę i duży, piękny apartament w Oslo. Wielu zazdrościło im takiego życia. Ale oni marzyli o zmianie.




Przenieść się na wieś – ta myśl z upływem czasu wydawała im się coraz bardziej pociągająca. Postanowili zrealizować marzenia. – Wyobrażałam sobie proste i spokojne życie, dużo czasu dla tego, na co nigdy czasu nie ma… No tak, ale to się nie zdarzyło… – śmieje się Eva. – Nigdy nie byliśmy bardziej zajęci niż teraz, gdy mamy dom i ogród. Być wykończonym, bo cały dzień kopało się ziemię na świeżym powietrzu, to całkiem inne uczucie niż nieustanny stres i ciągła konieczność sprostania wymaganiom szefów.

Eva i Arild pracują od rana do wieczora, ale mają poczucie, że są panami swojego czasu. Nikt nie mówi im, co i kiedy mają robić. Są zmęczeni, ale szczęśliwi. Kiedy chcą odpocząć, siadają coś zjeść na słońcu albo gadają przy lampce wina w kuchni. – To dodaje życiu smaku – mówią. Kiedy „polowali" na farmę, zupełnie nie wiedzieli, gdzie wylądują.

Wreszcie znaleźli swoje miejsce. I choć na początku bali się, że to zbyt daleko od Oslo, okazało się, że w gruncie rzeczy mają całkiem blisko do rodziny. Dom zbudowany został w miejscu starego, który spłonął 17 lat wcześniej. Tyle że dużo trzeba było tam zrobić. I w środku, i na zewnątrz. Przebudowali wejście, powstał też zadaszony taras. Cały dom jest w bieli. Ale nie ma się poczucia, że jest to wnętrze zimne, sterylne. Przeciwnie. Biel została przełamana turkusem starej ławy, błękitem obrazów, kolorem kwiatów.

W kuchni stanął prawdziwy wiejski piec i zrobione przez Arilda półki. Na stołach obrusy, na podłogach miękkie dywany, rzucony na kanapę futrzak – to ciepłe, przytulne miejsce, w którym chce się być. Obok jest stary browar, z końca XVIII stulecia. Jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku kilka rodzin gnieździło się tam w bardzo złych warunkach. – Trudno sobie wyobrazić, że mogli tam mieszkać ludzie… – opowiada Eva. Dziś browar to małe muzeum. Eva i Arild włożyli sporo czasu i wysiłku, żeby odtworzyć dawny wygląd tego miejsca. Wejść tam, to jakby cofnąć się o 100 lat…

Czy mają jakieś wskazówki dla tych, którzy marzą o przeprowadzce na wieś? – Jeśli tylko możecie, zróbcie to koniecznie! – mówią zgodnie oboje. – Zyskaliśmy naprawdę dużo. Jesteśmy teraz bardziej świadomi tego, co chcemy od życia. Ale wieś to nie wyłącznie sielanka. To również ciężka praca, trzeba zakasać rękawy. Ale warto!

Tekst i fotografie: Franciska Munch-Johansen/House of Pictures
nr 5/2011




Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Dodaj pierwszy komentarz.

Zaloguj się aby móc komentować.

Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

w najnowszym numerze:
http://www.werandacountry.pl/aktualny-numer
w poprzednich numerach:
Gospodarstwa agroturystyczneogłoszenia