Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Czas tylko dla siebie
Jeszcze trzy lata temu Eva i Arild mieli dobrą pracę i duży, piękny apartament w Oslo. Wielu zazdrościło im takiego życia. Ale oni marzyli o zmianie.
Przenieść się na wieś – ta myśl z upływem czasu wydawała im się coraz bardziej pociągająca. Postanowili zrealizować marzenia. – Wyobrażałam sobie proste i spokojne życie, dużo czasu dla tego, na co nigdy czasu nie ma… No tak, ale to się nie zdarzyło… – śmieje się Eva. – Nigdy nie byliśmy bardziej zajęci niż teraz, gdy mamy dom i ogród. Być wykończonym, bo cały dzień kopało się ziemię na świeżym powietrzu, to całkiem inne uczucie niż nieustanny stres i ciągła konieczność sprostania wymaganiom szefów.
Eva i Arild pracują od rana do wieczora, ale mają poczucie, że są panami swojego czasu. Nikt nie mówi im, co i kiedy mają robić. Są zmęczeni, ale szczęśliwi. Kiedy chcą odpocząć, siadają coś zjeść na słońcu albo gadają przy lampce wina w kuchni. – To dodaje życiu smaku – mówią. Kiedy „polowali" na farmę, zupełnie nie wiedzieli, gdzie wylądują.
W kuchni stanął prawdziwy wiejski piec i zrobione przez Arilda półki. Na stołach obrusy, na podłogach miękkie dywany, rzucony na kanapę futrzak – to ciepłe, przytulne miejsce, w którym chce się być. Obok jest stary browar, z końca XVIII stulecia. Jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku kilka rodzin gnieździło się tam w bardzo złych warunkach. – Trudno sobie wyobrazić, że mogli tam mieszkać ludzie… – opowiada Eva. Dziś browar to małe muzeum. Eva i Arild włożyli sporo czasu i wysiłku, żeby odtworzyć dawny wygląd tego miejsca. Wejść tam, to jakby cofnąć się o 100 lat…
Tekst i fotografie: Franciska Munch-Johansen/House of Pictures
nr 5/2011
Komentarze
Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Dodaj pierwszy komentarz.
































































