Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Wieczna majówka

Dom Annie Jackson Posiadłośc została zbudowana w 1435 roku i była w owym czasie kurną chatą. Fotografie: Johnny Bouchier/Redcover.com  
 
 


Prawdziwymi gospodarzami są tu bluszcze, olbrzymie bukszpany, potężne glicynie i krzewy laurowe. Mały wiejski domek Annie Jackson i jej męża Nicholasa od wczesnej wiosny zaprasza gości do stołu wśród zieleni.

Hrabstwa Kent, Surrey i West Sussex w północno-wschodniej Anglii słyną z kształtowanych przez wieki, najpiękniejszych ogrodów. Pełnych soczystej zieleni, misternie strzyżonych żywopłotów i bujnych traw, o których mawia się, że wyrastają tak gęste i mocne po 300–400 latach regularnego koszenia. Nic więc dziwnego, że para zakochanych w starociach londyńczyków z miejsca straciła dla Haslemere głowę. Dom jest naprawdę stary, choć miasteczko, zawdzięczające nazwę leszczynom porastającym brzegi pobliskiego jeziorka (w średniowieczu jego nazwę pisano Hazelmere), ma jeszcze co najmniej 200 lat więcej.

– Osiedlając się tu, nawet nie podejrzewaliśmy, że będą zjawiać się u nas wycieczki historyków architektury – śmieje się Nicholas. – Zwłaszcza te niezapowiedziane. Ale to dzięki takim najazdom dowiedzieli się więcej o swojej posiadłości. Została zbudowana w 1435 roku i była w owym czasie kurną chatą – dym z paleniska ulatywał przez dziurę w dachu. Nicholas zapewnia, że do tej pory można znaleźć ślady sadzy na strychu. W czasach angielskiej wojny domowej stacjonowali tu żołnierze Oliviera Cromwella, a w 1912 roku dom podzielono na dwie osobne chatki. Po pięćdziesięciu latach znów wszystko połączono.

reklama

Annie i Nicholas, choć pełni szacunku dla przeszłości, stwierdzili, że drobne zmiany są konieczne, by wygodnie żyć. Budżet nie pozwalał jednak na szaleństwa, ale Annie miała mnóstwo pomysłów. Im prościej, tym lepiej – brzmi jej motto. – Żeby przywrócić świetność uroczemu staruszkowi, wystarczyło kilka puszek farby i rundka po okolicznych targach staroci – przekonuje.

Zaczęli od pomalowania wnętrza. Dom jest przestronny – ma salon, jadalnię i cztery sypialnie – ale nadmiar koloru zmniejszyłby optycznie jego rozmiar. Dlatego większość ścian jest po prostu biała. Barwne akcenty pojawiają się na okiennych framugach, pociągniętych jasnym błękitem. Czerwień to ulubiony kolor gospodyni, wiadomo było zatem, że błękit będzie tu znakomicie pasował. Biała jest także drewniana podłoga. Deski są różnych rozmiarów, często nierówne, ale – jak twierdzi Annie – to tylko nadaje im charakter. Aby podkreślić stylowy wygląd podłóg, właścicielka sięgnęła po stare dywany.
 

Weranda Country nr 3/2009

Zobacz również: