Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Serce w zaspach

Chata Magoda Bojkowska chata zbudowana z bali. Zdjęcia: Rafał Lipski, stylizacja: Joanna Włodarska  
 
 

Te góry są piękne, aż zapierają dech. Choć nie dla wszystkich. Ale Maciek i Jagoda oswoili swój kawałek połoniny. Nazwali go Magoda.

Kupili bojkowską chatę wraz z… kolonią pająków wielkości piłeczek. Pajęczyny siwymi strzępkami zwisały metr od sufitu. Spadały we włosy, za koszulę, na twarz – mimo dramatyzmu opowieści obojgu śmieją się oczy. Sprzątanie i wymiatanie pozostałości po dawnych lokatorach trochę potrwało, ale Jagoda i Maciek, jak na bieszczadzkich osadników przystało, postanowili w chacie zamieszkać na stałe.

I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu ona – drobna blondynka o ujmującym głosie – była bizneswoman pełną gębą. Miała w Szczecinie agencję reklamową i nawet do głowy by jej nie przyszło żyć gdziekolwiek jak traper. Poznała jednak Maćka, którego dobre wiatry przywiały z Przemyśla do Szczecina, i stało się.

reklama

– Pierwszy raz zobaczyłam połoniny, gdy przyjechaliśmy tu razem. W zasadzie już zdecydowani, żeby się osiedlić. Urzekły mnie – wspomina Jagoda. Gdy na samiutkim skraju Polski, w Lutowiskach, znaleźli bojkowski dom, Maciek aż zatarł ręce z radości. Jest konserwatorem zabytków, kocha drewniane domy.

Nadeszła zima. Zamarzały rury, zamarzał też oddech w chacie. A zima w Bieszczadach to nie przelewki – bywa, że panoszy się od października do maja. – Piec dymił niemiłosiernie, paliliśmy cały czas, a i tak nad ranem mieliśmy dwa stopnie, na szczęście powyżej zera – opowiada Jagoda. – Przerzucać niezmierzony biały puch trzeba było co i rusz, a do drogi mamy dobre 200 metrów.

Nie do wiary, ale dziś opowieść o tych dniach w obojgu budzi sentyment. Bo piękny to był czas, bez końca rozmawiali, planowali, wsłuchiwali się w tajemnicze odgłosy, które wydawał drewniany dom. To wtedy narodziła się Magoda – chata z bali, z kominkiem, psem na dywaniku, werandą pełną gości. Jakoś przeżyli tę pierwszą zimę, a potem przyszła późna wiosna.

Nadszedł czas do rozpoczęcia nowego życia. Z pomocą przyjaciela, który niejeden sterany drewniany bieszczadzki dom uratował przed zagładą, znaleźli pod Rzeszowem chałupę. Trzeba tylko ją przenieść. Łatwo nie było.
 

Weranda Country nr 1/2011

Zobacz również: