Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Terenówki

Volvo XC 60
 
 


Przejedzie po zaoranym polu, leśnym dukcie, nie zakopie się na drodze z dziurami, niestraszne mu zaspy. Ochlapany błotem wygląda malowniczo, jak mężczyzna z przeszłością.

Kochamy je za mocne silniki, napęd na cztery koła, wysokie zawieszenie i solidną konstrukcję. Prawdziwe auta dla twardzieli, spartańsko wyposażone, może niezbyt wygodne i niespecjalnie urodziwe, za to do zadań specjalnych – tak przynajmniej mówiono do niedawna. Wiele się jednak zmieniło.

W ostatnio projektowanych modelach terenówek świetnie wyglądają eleganccy biznesmeni, którzy ze szklanego biurowca wracają do podmiejskiego siedliska, po drodze wstępując do teatru czy restauracji. Mało tego, w tych typowo męskich samochodach coraz częściej szaleją po bezdrożach panie (nierzadko z dziećmi w fotelikach), a modę na auta terenowo-rekreacyjne widać na każdym kroku, już nie tylko na rajdach dla zapaleńców, ale w centrach handlowych, pod szkołami, przedszkolami, a najlepiej w porannym korku, który wlecze się z coraz bardziej rozrośniętych przedmieść do centrum miasta. No i, oczywiście, na największych targach samochodowych w Detroit, Genewie czy Paryżu.

reklama

Ach, ten jeep!

Wszystko zaczęło się w Stanach Zjednoczonych. Trwała II wojna światowa. To wówczas powstał amerykański jeep firmy Willys. Niewielki pojazd o oszczędnym wyposażeniu sprawdził się wszędzie tam, gdzie dotarli żołnierze z białą gwiazdą. Jeździł zarówno po piaskach Sahary, w górach Grecji i Włoch, jak i po podmokłych terenach Birmy, a nawet północnego Związku Radzieckiego, gdzie służył jako pomoc wojenna. To właśnie jeep – auto legenda – był wzorem dla japońskiej Toyoty Land Cruiser, która w latach 50. podbiła Amerykanów, radzieckiego GAZ-a czy brytyjskiego Land Rovera. Wkrótce niedrogi Land Cruiser był najlepiej sprzedawanym autem terenowym. Skąd ten sukces? Land Cruisery równie dobrze sprawowały się w terenie, jak i na szosie, a ich wnętrzom nie brakowało nic z wyposażenia miejskich aut.

Luksusy na wertepy

Im więcej ludzi wynosi się z miast, tym większą popularność zdobywają auta bezpieczne i przestronne, terenowo-rekreacyjne. Inna teoria głosi, że modę napędzają kolejne wojny, ostatnio w Iraku i Afganistanie. Nie da się ukryć, że na widok żołnierzy w przypominających amfibie hummerach i my ruszyliśmy do salonów samochodowych w poszukiwaniu aut kojarzących się z przygodą nieco inną niż stanie na światłach.

Przez lata rynkiem rządzili Amerykanie, Japończycy i Brytyjczycy. Dziś nawet firmy francuskie, włoskie czy niemieckie, produkujące głównie auta miejskie (Citroën, Fiat, Hyundai, Peugeot, Renault, Volkswagen), limuzyny (Mercedes, Lexus) lub sportowe (BMW, Porsche), mają w ofercie SUV-a (sport utility vehicle), czyli luksusową terenówkę, której prekursorem był amerykański Jeep Wagoneer czy brytyjski Range Rover. Do jazdy po prawdziwych wertepach lepiej jednak wybrać auto lekkie, z niedużym rozstawem osi i maską wystającą za nie tylko kilka centymetrów (mówi się o tym „krótki zwis”). Taką konstrukcję mają na przykład Jeep Wrangler, Suzuki Jimny, ale i znacznie większy Mitsubishi Pajero. Można nimi dojeżdżać do pracy, po zakupy, ale trudniej wybrać się na wakacje z rodziną. Jeśli dojazd do domu nie wymaga tak wyspecjalizowanych pojazdów, a kierowcy brak zacięcia offroadowego, być może wystarczy podrasowana wersja auta miejskiego, na przykład Skoda Octavia Scout, Renault Scenic 4x4 lub Peugeot 207 Outdoor.

Jeżeli ma to być duże rodzinne auto służące także do dalekich wycieczek w teren, marzeniem byłyby tu Jeep Cherokee, Subaru Forester lub Ssangyong Rexton II. Prezesom i dyrektorom firm nie wypada zaś zejść poniżej Lexusa RX, Mercedesa ML, Porsche Cayenne. To auta nie tylko eleganckie i luksusowe, ale też szybkie na szosie i całkiem nieźle radzące sobie w lesie lub na wsi.
 

Weranda Country nr 1/2009

Zobacz również: