Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Kochajmy stare jabłonie

Sad Kto nie chce stosować w ogrodzie chemii, powinien dbać o ptaki. Fot. Stockfood/Free
 
 


Rozłożyste jabłonie ocieniały kiedyś dworki, a kosze owoców napełniały zapachem domy od piwnicy po dach. Dziś próżno szukać w sklepach wonnych jabłek, z których nasze babcie piekły pyszne szarlotki. Można za to założyć sad i uprawiać przedwojenne szlachetne odmiany.

Starzy ogrodnicy radzili, żeby w każdym ogrodzie sadzić cztery, pięć różnych odmian jabłoni. Jeszcze 20 lat temu sezon otwierały kwaskowate papierówki – zerwane prosto z drzewa były soczyste, dojrzewając stawały się żółte i mączyste, ale bardziej aromatyczne. Gotowano z nich pierwsze letnie kompoty i smażono placki. Na letni deser jadało się pieczone antonówki z konfiturą. Jesienią najlepiej smakowały malinowe oberlandzkie z ciemnoczerwoną skórką i lekko różowym, soczystym miąższem oraz najsłodsze polskie jabłka – kosztele. Wtedy też rozpoczynał się sezon na pyszne szarlotki – zrywało się w sadzie kronselki i szare renety. Zimowe odmiany jabłek – grochówki, boikeny czy żeleźniaki – przechowywano aż do wiosny w chłodnych piwnicach.

reklama

Zaletą przedwojennych, często XIX-wiecznych albo jeszcze starszych, odmian, oprócz niepowtarzalnych aromatów i smaków, była ich niezwykła odporność na mrozy, choroby, szkodniki. No i długowieczność. W ogrodniczym podręczniku z 1882 roku wyliczono aż 73 odmiany jabłoni polecanych do polskich sadów! Sadzono je jeszcze po wojnie. Rosły przy drogach i na miedzach. Jednak nic w przyrodzie nie żyje wiecznie. Spotyka się wprawdzie jabłonie 100- i 200-letnie, ale średnio żyją 60–70 lat. Dlaczego w naszych sklepach tak trudno o ich jabłka? Bo nie ma dla starych odmian miejsca w intensywnych sadach towarowych, gdzie drzewa szczepi się na karłowych podkładkach, spryskuje chemią, żeby nie chorowały i nie wabiły szkodników. Zadaniem takich małych jabłonek jest regularne, coroczne rodzenie i tyle. Stare odmiany, niestety, owocowały co dwa lata. Walkę więc przegrały.

Nie ma co liczyć na to, że wkrótce coś zmieni się na straganach. Dlatego warto posadzić jedno czy dwa drzewa z przedwojennych odmian koło domu. Pamiętajcie tylko, że są to potężne jabłonie wysokopienne, które potrzebują dużo miejsca i czasu. Żeby delektować się smakami i zapachami dzieciństwa, będziecie musieli poczekać od czterech do siedmiu lat. Szczęśliwi są posiadacze siedliska, w którym sad dawno temu założył jakiś przezorny gospodarz. Teraz wystarczy jabłonki troskliwie pielęgnować i zbierać ich pachnące owoce. Ratunkiem dla ginących odmian jest przeszczepianie na silne i młode drzewka – ponoć najlepsza jest siewka antonówki.

O radę warto zapytać doświadczonego sadownika. W szkółce mogą nam przeszczepić ulubioną odmianę ze starej jabłoni na młodą, a nawet stworzyć jeden okaz wieloodmianowy. Specjaliści doradzają przy okazji, jak ciąć korony i chronić sad przed szkodnikami i chorobami. Akcję ochrony starych odmian owocowych rozpoczął w 1995 roku Park Krajobrazowy Doliny Dolnej Wisły. W okolicy słynnej z tradycji sadowniczych przeprowadzono spis sadów, założono szkółkę i bank genów. Drzewkami zainteresowali się ekologiczni rolnicy oraz właściciele gospodarstw agroturystycznych. W ubiegłym roku po raz pierwszy dostali unijne dotacje – 2300 zł za hektar. Największe kolekcje drzew i krzewów owocowych ma Instytut Sadownictwa w Skierniewicach i Ogród Botaniczny w Powsinie koło Warszawy.
 

Weranda Country nr 3/2009

Zobacz również: