Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button


Zrobiłam sobie raj na wsi

Swój dom na wsi odnalazła przez przypadek. Po prostu zgubiła się podążając za GPSem. Zdjęcia: Aleksander Rutkowski, Stylizacja: Jola Musiałowicz  
 
 

Prawdziwych gęsi jeszcze nie ma, ale wszystko przed nią. Na razie uprawia marchewkę, robi falbanki, nalewki i weki. Cudna sprawa.

Życie w wielkim mieście
Iwona powinna urodzić się sto lat temu, kiedy nie było cyfrowych wynalazków. Albo chociaż na wsi, gdzie czas płynie inaczej. Tymczasem przeznaczona jej była Warszawa, i to samo centrum – elegancka ulica Mokotowska, gdzie ma Bukieciarnię. Uwielbia kwiaty, ale wizyty na giełdzie o czwartej rano już mniej. Szlag ją trafia, gdy telefon ciągle dzwoni, nie ma gdzie zaparkować, a klienci czekają…

Kupowanie
Miała zobaczyć dom na sprzedaż. Ustawiła GPS, śmignęła trasą na Białystok, później usłyszała „skręcić w lewo”, a potem się pogubiła. – Znalazłam się w wiosce, gdzie kończyła się droga. Zatrzymałam się. Rozejrzałam i pomyślałam: „Jezu, tu będzie raj” – wspomina. Przed nią w zrujnowanym ogrodzie stał zrujnowany dom ze zrujnowaną tabliczką „na sprzedaż” i numerem telefonu, na który nikt nie odpowiadał. Jednak znalazła właściciela i po dwóch miesiącach akt notarialny miała w ręku. – Zazwyczaj tak świrnięta nie jestem – śmieje się Iwona. – Tym bardziej że do domu strach było wejść. Groził zawaleniem.

reklama


Remontowanie wiejskiego domu
W pierwszym roku odnowiła stodołę i ogrodziła działkę, cztery tysiące metrów z dwóch hektarów, które były jej. – Zaszalałam i kupiłam sztachety. Całe życie marzyłam, aby mieć taki płot. I koniecznie okiennice z serduszkami – wyjaśnia. W następnym roku z domu zostały tylko ściany zewnętrzne, a kolejne ekipy pracowały aż miło. Był czas, że na dachu siedziało osiemnastu chłopa! Najbardziej udały się ściany, po prostu otłuczone z tynku. Wyglądają świetnie i z zewnątrz, i wewnątrz.

Szybkie postarzanie desek
– Aż szkoda je ocieplać – boleje Iwona. – Na razie jestem twarda. Zimą, a tu jest naprawdę zimno, podkręcam kurek gazu – dodaje. Najbardziej żałuje, że nie udało się uratować podłogi. Gdy zobaczyła świeżo położone deski w salonie, załamała ręce, tak raziły nowością. Postanowiła je zabejcować, ale nie, jak zalecają, trzy razy, tylko raz. Zdążyły się już podniszczyć. Tym bardziej że nieraz chodzi w butach albo Dyzio wpada z dworu. Dyzio to york, który na wsi porzucił kanapowe życie i w mig nauczył się od okolicznych kundli, jak pilnować zagrody. Szczeka więc z całych sił i szaleje wzdłuż płotu – trawa nie ma szans.

Inspiracja stylem hiszpańskich hacjend
Już wcześniej wiedziała, jak dom będzie wyglądał. – Założyłam sobie segregator z pomysłami. Najbardziej zainspirowały mnie hiszpańskie hacjendy. Kiedyś, wracając z wakacji na Costa Blanca, zapłaciłam chore pieniądze za nadbagaż, tyle gazet nakupowałam – opowiada. Miała też wydzierki z „Werandy”. Obłożyła się książkami w stylu „Wyposażenie domu wiejskiego”. Zaczęła też zwozić meble z Holandii, gdzie zaopatruje kwiaciarnię. Uwielbia tamtejsze ogromne centra dla dekoratorów. Dom jest dopieszczony.

Pasja perfekcjonistki
– To u mnie chorobliwe. W porządkach pomaga mi nieraz pani Małgosia. Jak tylko wyjdzie, biorę się za przesuwanie. Jest różnica, jak coś stoi 10 centymetrów nie w tę stronę – wyjaśnia. Dotąd będzie chodziła obok świecznika, aż znajdzie idealne miejsce. Ale czasem od razu jest dobrze. Tak było z gęsiami. Iwona wyładowała je z samochodu przy studni i tak już zostały. – Babcie ze wsi myślały, że mam żywe gęsi – śmieje się. – Potem dopiero zobaczyły, że ptactwo się nie rusza.
 

Weranda Country nr 4/2013

Zobacz również: