Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Domek w kwiatach

Salon Sosnowe podłogi są olejowane i woskowane. Zdjęcia: Michał Przeździk  
 
 


Była zima i mgła, gdy przyjechali tu pierwszy raz. Ale Anna i Jerzy oczami wyobraźni już widzieli właśnie takie lato…

Anna w konkursie na jesienny bukiet wygrała całoroczną prenumeratę Country. – Jak miło byłoby zobaczyć tu mój dom – pomyślała i wysłała do nas zaproszenie. Ruszamy więc pod Kraków. Na progu: ona z burzą ciemnych loków i radosną twarzą, a obok… Nicolas Cage? Jerzy ma urodę hollywoodzkiego aktora. Anna to chodząca radość, optymistka, kipi serdecznością, wszystko potrafi obrócić w żart (paradoksalnie, bo jest matematyczką). Jerzy – uosobienie spokoju, delikatny i skrupulatny (paradoksalnie, bo z zawodu jest strażakiem). Siedzimy wieczorem przy obiedzie i słuchamy opowieści. Spotkali się jakoś tak w środku życia.

Zamieszkali w miejscu, gdzie otacza ich wszystko to, co najbardziej kochają – kwiaty, ptaki i cisza. Działkę na wzgórzu kupili zimą.

reklama

– Był ponury styczeń, do tego mgła, widoczność może na dziesięć metrów, ten nasz wymarzony krajobraz zobaczyliśmy tylko oczami wyobraźni – wspominają. – Jakimś szóstym zmysłem wyczuliśmy, że tu jest pięknie. Wkrótce pojawił się domek ze skandynawskiego świerku. – Ludzie często pytają, czy nie boję się pożaru. Jak mogłabym się bać, przecież mam męża strażaka – śmieje się Anna. Poza tym odpowiednio zabezpieczone drewniane domy wcale nie są łatwo palne. Ten jest w stylu dworkowym, postawiony zgodnie ze starą, polską tradycją – jego oś pokrywa się z godziną wpół do dwunastej, bo wtedy do wnętrza wpada najwięcej słońca przez cały rok. Ściany pomalowane ekologicznymi farbami, a sosnowe podłogi olejowane i woskowane. Zero nieprzyjaznej środowisku chemii, dzięki temu drewno oddycha i pięknie pachnie.

Dom urządzili prosto, ale ze smakiem. Dużo tu ręcznie dzierganych obrusów i serwetek, niektóre oryginalne, niepowtarzalne, więc pytam Annę, gdzie je zdobywa. – Sama robię – odpowiada. – Od dziecka uwielbiałam rysować i dziergać. Wciąż ma zajęte ręce. – Jednym okiem patrzę w telewizor, a drugim zerkam na druty lub szydełko. Wzory biorę z czasopism, ale zawsze dodaję coś od siebie – mówi. Niespiesznie i precyzyjnie w jej rękach powstają istne cudeńka. Firanki robiła przez dwa lata. – Wiedziałam, jak mają wyglądać okna, więc wszystko zaplanowałam tak, żeby były gotowe na czas – wspomina. Od niedawna Anna maluje akwarele. Głównie pejzaże Krakowa i okolic, ale kopiuje też wielkich mistrzów. Ukochała sobie Juliana Fałata, a ponieważ we wszystko, co robi, angażuje się całym sercem, doszła do takiej wprawy, że dziś jej prace trudno odróżnić od oryginału. – Moje obrazy nie mieszczą się już w naszym domku, więc obdarowuję nimi rodzinę i przyjaciół.
 

Weranda Country nr 4/2010

Zobacz również: