Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Trzecia młodość Joli i Pawła

Sień Zlew wisiał kiedyś tuż nad ziemią. Dawni gospodarze myli w nim nogi po powrocie z pola. Zdjęcia: Jan Brykczyński, stylizacja: Kasia Mitkiewicz  
 
 

 
Ten dom przypomina pacjenta, który przeszedł operację ratującą życie. Ma kilka przeszczepionych organów. W roli chirurgów wystąpili Jola i Paweł Janerkowie.

A wszystko przez Worobców, przyjaciół z Kadzidłowa na Mazurach, i ich fundację Sadyba (do której należą też Janerkowie), ratującą przed bezmyślną wycinką przydrożne drzewa, a przed dewastacją – zabytkowe mazurskie chałupy. To oni zaszczepili w Pawłach potrzebę, żeby nie tylko popierać taką działalność, ale i samemu coś zrobić.

Kiedyś Paweł odnowił za własne pieniądze zniszczoną secesyjną bramę do kamienicy, w której mieszkali. O dziwo – niektórym mieszkańcom to przeszkadzało. Po tym doświadczeniu uparli się więc z Jolą, że teraz znajdą i ocalą jakiś co najmniej stuletni dom. Początkowo szukali chałupy w sąsiedztwie Kadzidłowa i dobrych przyjaciół.

Ale to trochę za daleko od Wrocławia, skąd oboje pochodzą i gdzie od zawsze mieszkają. Skierowali się więc na południe. Dom w Świeradowie-Zdroju znaleźli w internecie. Był taki, jak chcieli – totalna staroć. W ścianach wypatrzyli cegły z 1832 roku (były datowane).

reklama

Wybudowany został w typowej dla tego regionu technologii przysłupowej. Składa się z dwóch niezależnych części: drewnianej dla ludzi oraz kamiennej dla zwierząt i wozów. Połączone są przelotową sienią. Stropy osadzone na słupach, a do nich jakby doklejone ściany po to, by drgania z tkalni na piętrze nie przenosiły się na inne pomieszczenia. Ma szachulcowy mur pruski i dwuspadowy dach z naczółkami. W międzywojniu zewnętrzne ściany i drewniane słupy zastąpiono kamieniem. – Polscy inżynierowie powinni się dziś uczyć od dziewiętnastowiecznych niemieckich – twierdzi Paweł. Ten dom stoi na zboczu góry, ale w czasie wiosennych roztopów czy jesiennych nawałnic pozostaje suchy i bezpieczny. W piwnicach są specjalne rowki odprowadzające wodę na zewnątrz, a w ścianach wymyślny system wentylacji, który nie dopuszcza do zawilgocenia.

Dom był w niezłym stanie, od wojny w rękach tych samych właścicieli przesiedlonych tu ze Wschodu. Na szczęście dużo nie zepsuli. Pawłowie dosłownie zwariowali na jego punkcie. Postanowili odnowić go idealnie. Najpierw trzeba było zerwać z dachu kilka warstw: z samej góry malowanej blachy, łatanej tu i ówdzie eternitem, nieco niżej przedwojennego kamiennego łupka, wreszcie – pozostałości dziewiętnastowiecznego ręcznie wyżynanego gontu, a ze ścian kartonowe płyty, kwieciste tapety i olejną farbę w kolorze „jasny orzech”. Czemu lokatorzy pozasłaniali otwory wentylacyjne w starych deskach? – Ano dlatego, że pewnie bali się takich udziwnień – podejrzewa Paweł. – A może sądzili, że najdzie im tamtędy robactwo? Potem dom został rozłożony na części pierwsze. Chodziło o to, żeby uratować w oryginale wszystko, co tylko się da, a elementy nie do ocalenia zastąpić podobnymi, też starymi, lub w ostateczności nowymi, zrobionymi na wzór oryginalnych. Więźbę dachową zachowali, ale wzmocnili nowymi krokwiami, które potem zabudowali, żeby wyeksponować tylko stare elementy.

Ceramiczna dachówka pochodzi aż z trzech różnych dachów. Kupowali ją przez internet z rozbiórek innych starych, poniemieckich chałup. Cały dom wyposażyli w najnowsze technologie, ale tak ukryte, żeby nikt nie mógł się tego domyślić. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda teraz tak, jak w czasach, gdy ten budynek stawiano.

Antyczne kominkowe kafle do dwóch pieców i kuchni przyjechały z różnych miejsc Polski. Pod nimi ukryto płaszcz wodny, dzięki któremu ciepło rozprowadzane jest po całym domu. Udało im się dopaść w internecie nawet kilka naprawdę stareńkich poniemieckich grzejników. Ocieplili ściany i podłogę, oczyścili i udrożnili starą wentylację, dołożyli nowe nawiewy. Po wilgoci nie ma śladu.

Prawdziwe skarby znaleźli pod podłogą: przedmioty należące do przedwojennych właścicieli – państwa Mitleger. Fikuśny kapelusik z lat 20., cylinder, wkładkę ortopedyczną (jednej z córeczek), recepty wypisane dla dwóch młodych panienek Mitleger, nocniczek, trochę potłuczonej ceramiki, którą pieczołowicie posklejali. Pawłowie uwielbiają takie historyczne pamiątki, bo dzięki nim, jak mówią, wracają dobre duchy. I odżywa stary dom.


Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Fotografie: Jan Brykczyński

Weranda Country nr 4/2010

Zobacz również: