Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button

Tradycyjny czerwony dom w Szwecji

Ten stary drewniany dom położony jest niedaleko jeziora, otoczony lasem. Raj na ziemi! fot. Cecillia Möller  
 
 

Susanna nie myślała o przeprowadzce na wieś, ale rodzina miała inny plan. Stary dom potrzebował troskliwych rąk. 

Kto tu mieszka?
Susanna Ekebladh i Christian Andersson. Mają kotkę Sally.
– Prababci się nie odmawia – zaczyna swoją opowieść Susanna. – Moja, kiedy skończyła 98 lat, stwierdziła, że nie chce dłużej mieszkać sama, i przeprowadziła się do córki. Czyli mojej babci. A mnie poprosiła, żebym zaopiekowała się jej starym domem na obrzeżach Boxholm, małego miasteczka niedaleko jeziora Vättern – tłumaczy.

Początkowo Susannie wcale się nie uśmiechał taki scenariusz. Miała przytulne mieszkanko w Linköping i poukładane życie. Ale prababcia wiedziała, jak ją podejść – wystawiła dom na sprzedaż. Kiedy Susanna zobaczyła w gazecie ogłoszenie, nie mogła powstrzymać wzruszenia. 

Ten dom był w rodzinie od pokoleń, spędzała w nim każde wakacje. – Potem okazało się, że prababcia specjalnie zawyżyła cenę. Wiedziała, że nikt tyle nie zapłaci, a ja zmienię zdanie – śmieje się Susanna. Dodaje, że dziś jest prababci wdzięczna.

Męża nawet nie musiała namawiać na przeprowadzkę. Stary drewniany dom otoczony lasem to idealne miejsce na pracownię dla stolarza. Susanna jest nauczycielką, ale dom to jej oczko w głowie. Pomaga Christianowi w projektowaniu mebli, urządza, dekoruje.

reklama


Z Christianem połączyła ją... urwana noga od krzesła. – Wybrałam się kiedyś na targi rzemieślników – opowiada Susanna. – Przy jednym stoisku zobaczyłam piękne krzesło. Musiałam je mieć! – śmieje się. Kupiła, ale po tygodniu odpadła mu noga. Susanna zadzwoniła z reklamacją do stolarni. Okazało się, że na targi przez pomyłkę trafił niewykończony model i właściciel obiecał, że osobiście przywiezie jej nowe krzesło. Tak poznała Christiana.  

Teraz lubią razem robić coś dla domu. Ze starych palet miało być łóżko, skończyło się jednak na sofie do zabudowanej werandy. – To proste: ustawiliśmy palety jedna na drugiej i przykryliśmy je materacami, do których uszyłam lniane pokrowce – tłumaczy Susanna.

Christian do kompletu zrobił stolik kawowy z kawałka rusztowania i metalowych wsporników, a ona lampy z wiklinowych koszy, które kupiła na pchlim targu w okolicy. Kiedyś trafili tam na metalowe łóżeczko dziecięce. Pozbyli się części ramy i mają oryginalną sofkę w salonie. Witrynę do kuchni zmontowali ze starych okien, które dostali od przyjaciół.

Prababcia dobrze wybrała następczynię. Susanna, urządzając dom, dba, żeby nie stracił dawnego charakteru. W końcu to kawałek rodzinnej historii.  


tekst: Mariana Schroeder/living4media/free
zdjęcia: Cecillia Möller/living4media/free
opracowanie: Magdalena Burkiewicz 

Weranda Country nr 1/2017

Zobacz również: